Dyskryminacja młodych

Dyskryminacja ze względu na wiek – gdy słyszymy to sformułowanie, przeważnie przychodzą nam na myśl osoby starsze, odsuwane na boczny tor, nie mające szans na znalezienie nowej pracy, zwalniane i zastępowane nowymi pracownikami. To poważny problem, ostatnio często obecny w mediach.

Jesteśmy mniej świadomi, że dość często występuje inna forma dyskryminacji ze względu na wiek: dyskryminacja osób młodych, zwana adultyzmem. Oznacza stereotypy i uprzedzenia w postrzeganiu dzieci i młodzieży oraz młodych dorosłych przez osoby starsze. Może to mieć miejsce w szkole (bicie, zastraszanie), w wojsku („fala”), w środowisku rodzinnym i społecznym (pogardliwe stwierdzenia typu: „dzieci i ryby głosu nie mają”). W pracy zawodowej, gdzie młodzi pracownicy długo muszą wykonywać funkcje niezwiązane z zakresem obowiązków, lecz usługiwaniem starszym kolegom (skocz po kawę, przynieś mi gazetę, jesteś na to za młody, ja w Twoim wieku, Ty jeszcze długo nie…)

Tego typu zachowania w pewnych sytuacjach mogą też być składnikiem procesu mobbingu, kiedy młodą, niedoświadczoną osobę mobber chce się pozbawić wiary w siebie i wykluczyć z zespołu lub nęka, gnębi zdolnego młodego pracownika, aby przestał być zagrażającym konkurentem.

Stereotypy stojące za dyskryminacją osób młodych to przekonania o ich niedojrzałości, a co za tym idzie, niepełnej wartości np. jako pracowników. Uprzedzenia nie są oparte na konkretnych przesłankach, wynikających z zachowania osoby, lecz na wyobrażeniach osoby dyskryminującej, przekonaniu, że doświadczenie życiowe jest silnie powiązane z wiekiem i w związku z tym osoba starsza jest mądrzejsza i we wszystkim należy jej przyznawać rację. Czynnik ten jest szeroko zakorzeniony w kulturze i tradycji polskiej: patriarchalnej rodzinie, wychowaniu do uległości wobec rodziców, w szkole, w której króluje zasada „nie wychylaj się” – nawet uczeń mający rację i większą wiedzę na dany temat niż nauczyciel, nie powinien wyrazić swojego zdania, bo może to być uznane za podważanie autorytetu pedagoga.

Jednocześnie oczekujemy, żeby szkoły kończyli pewni siebie, przebojowi ludzie. Dziwimy się, że mamy tylu bezrobotnych młodych. Kiedyś mówiło się o tym: syndrom wyuczonej bezradności. Warto się zastanowić, czy w imię własnej wygody, źle rozumianej ochrony swojej pozycji przed nowym, młodym, często niezrozumiałym, nieznanym, a przez to zagrażającym, nie tłamsimy następnego pokolenia, które ma nam zapewnić przyszłość.

O autorze

Monika Klonowska

Od 1990 roku zajmuje się działalnością szkoleniową i doradczą w zakresie umiejętności interpersonalnych i zawodowych dla różnych grup wiekowych i zawodowych. Od 1992 roku współpracuje ze Szkołą Główną Handlową, prowadząc zajęcia z negocjacji, asertywności, rozwiązywania konfliktów i wystąpień publicznych w ramach menedżerskich studiów podyplomowych w Katedrze Zarządzania w Gospodarce. Wpisana do rejestru doradców CSR w PARP.